Ja już nie daję sobie rady sam ze sobą.
Komentarze do: Depresja
Andrzej Morawski napisał:06-02-2009 03:56
Mam 29 lat, od ponad czterech lat mieszkam sam, mam swój dom z ogrodem, nie mam kolegów, koleżanek, jestem czarną owcą całej rodziny, rodzice mnie traktują jak małe, niedorozwinięte dziecko. Cięgle do mnie dzwonią, przyjeżdżają do mnie, pilnują mnie, tata mnie obraża i wyśmiewa przy obcych ludziach i mówi "on gdyby nie ja to już dawno by zdechł z głodu" itd.
Od kiedy mieszkam sam w ogóle nie śpię w nocy, potem w dzień śpię i potrafię się obudzić o 19-tej z wielkim bólem głowy, potem znowu nie mogę spać i tak cały czas. Bardzo często nie chce mi się nawet wstać z łóżka, jestem głodny, ale nie chce mi się nic sobie uszykować do jedzenia. Mam ciągle doły psychiczne, mam bardzo niską samoocenę, mam wielkie kompleksy, sam siebie poniżam przy ludziach, swoją przyszłość widzę w czarnych kolorach. Widzę siebie na starość jak siedzę sam(tak jak teraz) i nie mam nikogo. Jakieś 10 lat temu zacząłem się jąkać, boję się ludzi, boję się kobiet. W szkole podstawowej już miałem problemy z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami, w szkole zawodowej byłem gnębiony, kopany, bity i wyśmiewany, w liceum wieczorowym dla dorosłych sam się izolowałem. On ponad dwóch lat śpię przy zapalonym świetle, bo jak zgaszę światło, to widzę jak np. ktoś stoi w drzwiach, albo jak jakaś czarna plama przesuwa się w moją stronę, to już było wiele razy. Wtedy zrywam się z krzykiem i szybko zapalam światło i wszystko nagle znika. A potem nie mogę już usnąć. Jestem całkowicie sam, nie mam nikogo, cała wieś się ze mnie śmieje, nie potrafię nawiązać kontaktu ze społeczeństwem, unikam ludzi, jak chcę z kimś porozmawiać to bardzo mocno się jąkam i nie mogę wydobyć z siebie nawet jednego krótkiego słowa. Bardzo często myślę o samobójstwie i już nawet kilka razy łykałem tabletki i popijałem alkoholem. Raz już nie mogłem wytrzymać i wezwałem pogotowie, jak się wcześniej nałykałem tabletek przeciwbólowych. Pogotowie przyjechało, chceli mnie zabrać do szpitala, ale ja się nie zgodziłem, kazali mi podpisać, że nie wyrażam zgody, dali mi bardzo bolesny zastrzyk i pojechali. Położyłem się do łóżka i szybko usnąłem. Na drugi dzień już było lepiej. Mam chwiejne nastroje. W tym momencie np. się dziko śmieję z jakiejś głupoty, a za 15 minut myślę o samobójstwie. I tak cały czas, już od ponad 4 lat. Kiedyś pracowałem, ale nie mogłem normalnie myśleć i nic robić i zrezygnowałem z pracy. Moi rodzice mi mówią "weź się do roboty leniu, to ci przejdzie". Tylko że pracowałem i wcale mi nie przeszło. Życia towarzyskiego w ogóle nie mam, nigdzie nie chodzę, całymi tygodniami nie wychodzę z domu(pracuję dorywczo i z tego się utrzymuję, czyli np. raz w tygodniu w sobotę pracuję całą noc, a potem cały tydzień mam wolne). Lubię samotność, jestem bardzo nerwowy(ale to od jakiegoś czasu), wszystko mnie denerwuje. Z nerwów potrafię dostać gorączki i drgawki. Jak jeszcze mieszkałem z rodzicami, to po obejrzeniu bardzo brutalnej sceny na komputerze dostałem drgawek, bolało mnie serce i mdlałem(nienawidzę widoku krwi i przemocy) i rodzice musieli wzywać pogotowie. Wtedy miałem 23 lata.
Na żadne imprezy nie chodzę, nikt mnie nigdzie nie zaprasza, nie mam przyjaciół, nie mam życia seksualnego w ogóle, boję się seksu(zostałem kilka razy wyśmiany przez dziewczyny), mam problemy ze wzwodem, z wytryskiem(podczas seksu nie mam wytrysku w ogóle, mogę to robić 3 godziny aż opadnę z sił i ... nic, ani ona nic a ni ja, no i ona potem ode mnie odchodzi, a ja się coraz bardziej pogrążam)). Mam kompleks małego penisa - 12cm w pełnym wzwodzie. Na prywatne wizyty u psychologa mnie nie stać, ledwo mi starcza na jedzenie(skromne) i opłacenie rachunków. Do miasta mam daleko, nie mam samochodu, mam tylko rower. Z dnia na dzień jest ze mną coraz gorzej, ja już nie daję sobie rady sam ze sobą i nie wiem jak to się skończy, jak dalej będzie wyglądało moje życie. Jak się urodziłem ,to trafiłem do domu dziecka i byłem tam 6 lat. W wieku 6 lat adoptowali mnie moi aktualni rodzice, którzy są chorobliwie nadopiekuńczy i traktują mnie jak małe dziecko. A za niecały rok skończę 30 lat.
Od kiedy mieszkam sam w ogóle nie śpię w nocy, potem w dzień śpię i potrafię się obudzić o 19-tej z wielkim bólem głowy, potem znowu nie mogę spać i tak cały czas. Bardzo często nie chce mi się nawet wstać z łóżka, jestem głodny, ale nie chce mi się nic sobie uszykować do jedzenia. Mam ciągle doły psychiczne, mam bardzo niską samoocenę, mam wielkie kompleksy, sam siebie poniżam przy ludziach, swoją przyszłość widzę w czarnych kolorach. Widzę siebie na starość jak siedzę sam(tak jak teraz) i nie mam nikogo. Jakieś 10 lat temu zacząłem się jąkać, boję się ludzi, boję się kobiet. W szkole podstawowej już miałem problemy z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami, w szkole zawodowej byłem gnębiony, kopany, bity i wyśmiewany, w liceum wieczorowym dla dorosłych sam się izolowałem. On ponad dwóch lat śpię przy zapalonym świetle, bo jak zgaszę światło, to widzę jak np. ktoś stoi w drzwiach, albo jak jakaś czarna plama przesuwa się w moją stronę, to już było wiele razy. Wtedy zrywam się z krzykiem i szybko zapalam światło i wszystko nagle znika. A potem nie mogę już usnąć. Jestem całkowicie sam, nie mam nikogo, cała wieś się ze mnie śmieje, nie potrafię nawiązać kontaktu ze społeczeństwem, unikam ludzi, jak chcę z kimś porozmawiać to bardzo mocno się jąkam i nie mogę wydobyć z siebie nawet jednego krótkiego słowa. Bardzo często myślę o samobójstwie i już nawet kilka razy łykałem tabletki i popijałem alkoholem. Raz już nie mogłem wytrzymać i wezwałem pogotowie, jak się wcześniej nałykałem tabletek przeciwbólowych. Pogotowie przyjechało, chceli mnie zabrać do szpitala, ale ja się nie zgodziłem, kazali mi podpisać, że nie wyrażam zgody, dali mi bardzo bolesny zastrzyk i pojechali. Położyłem się do łóżka i szybko usnąłem. Na drugi dzień już było lepiej. Mam chwiejne nastroje. W tym momencie np. się dziko śmieję z jakiejś głupoty, a za 15 minut myślę o samobójstwie. I tak cały czas, już od ponad 4 lat. Kiedyś pracowałem, ale nie mogłem normalnie myśleć i nic robić i zrezygnowałem z pracy. Moi rodzice mi mówią "weź się do roboty leniu, to ci przejdzie". Tylko że pracowałem i wcale mi nie przeszło. Życia towarzyskiego w ogóle nie mam, nigdzie nie chodzę, całymi tygodniami nie wychodzę z domu(pracuję dorywczo i z tego się utrzymuję, czyli np. raz w tygodniu w sobotę pracuję całą noc, a potem cały tydzień mam wolne). Lubię samotność, jestem bardzo nerwowy(ale to od jakiegoś czasu), wszystko mnie denerwuje. Z nerwów potrafię dostać gorączki i drgawki. Jak jeszcze mieszkałem z rodzicami, to po obejrzeniu bardzo brutalnej sceny na komputerze dostałem drgawek, bolało mnie serce i mdlałem(nienawidzę widoku krwi i przemocy) i rodzice musieli wzywać pogotowie. Wtedy miałem 23 lata.
Na żadne imprezy nie chodzę, nikt mnie nigdzie nie zaprasza, nie mam przyjaciół, nie mam życia seksualnego w ogóle, boję się seksu(zostałem kilka razy wyśmiany przez dziewczyny), mam problemy ze wzwodem, z wytryskiem(podczas seksu nie mam wytrysku w ogóle, mogę to robić 3 godziny aż opadnę z sił i ... nic, ani ona nic a ni ja, no i ona potem ode mnie odchodzi, a ja się coraz bardziej pogrążam)). Mam kompleks małego penisa - 12cm w pełnym wzwodzie. Na prywatne wizyty u psychologa mnie nie stać, ledwo mi starcza na jedzenie(skromne) i opłacenie rachunków. Do miasta mam daleko, nie mam samochodu, mam tylko rower. Z dnia na dzień jest ze mną coraz gorzej, ja już nie daję sobie rady sam ze sobą i nie wiem jak to się skończy, jak dalej będzie wyglądało moje życie. Jak się urodziłem ,to trafiłem do domu dziecka i byłem tam 6 lat. W wieku 6 lat adoptowali mnie moi aktualni rodzice, którzy są chorobliwie nadopiekuńczy i traktują mnie jak małe dziecko. A za niecały rok skończę 30 lat.
ancia27_to_ja napisał:30-03-2009 19:39
Andrzeju! Ty Jestes wartościowym i wrażliwym człowiekiem! Uwierz w to bo to prawda! Natomiast wielu ludzi ma podobne, mniejsze lub wieksze problemy.POpatrz ilu niepelnosprawnych zaklada rodziny i sa szczesliwi.Jedyne co musisz zrobic to uwierzyc w siebie i isc do lekarza pierwszego kontaktu i on Cie skieruje do specjalisty,bedziesz leczył sie za darmo.POwiedz tez swoim rodzicom ze chcesz i potrzebujesz porady i zeby Ci pomogli w dojazdach do lekarza. Jezeli zalezy im na Twoim dobru pomogą Ci i zrozumieją. z twoich słow wynika ze brakuje miedzy Wami komunikacji.Musisz z nimi porozmawiac otwarcie o swoich problemach. Pamietaj ze rodzice wlasnie od tego sa by nam pomagac kiedy o to prosimy i dac nam wolna reke wtedy kiedy my chcemy.
Andrzej Morawski napisał:10-05-2009 16:29
Mój tata już wiele razy mi mówił "dopóki byłeś nieletni, to musieliśmy tobie pomagać i cię utrzymywać, ale teraz jesteś dorosły i już nic nie musimy, a jak powiem tacie, żeby mnie woził do psychologa, to tata mi powie, że nie jest moim taksówkarzem i że nie stać go na to żeby tak mnie wszędzie wozić i jeszcze za każde zawiezienie mnie i potem odwiezienie do domu każe mi płacić. Już ile razy musiałem tacie dawać 20-30, albo 50zł za to że mnie gdzieś zawiózł. Tata wszystko przelicza na pieniądze, nawet jak ja umrę to pewnie kupi mi plastikową trumnę, żeby jak najwięcej zaoszczędzić i jeszcze pewnie od tej trumny sobie odliczy podatek i dostanie zwrot podatku. Tata całymi dniami u siebie w domu siedzi z kalkulatorem w ręku i wszystko przelicza i oblicza. Jeszcze przyjdzie na mój grób i mi wypomni, że musiał kupić trumnę i wydać tyle pieniędzy PRZEZE MNIE!!! Jak mi butla gazowa w domu wybuchnie i mnie zabije i rozwali dom w którym mieszkam(a to jest dom za taty pieniądze, tata mi go kupił), to jeszcze tata zamiast przejąć się tym że ja nie żyję, to przejmie się tym, że stracił pieniądze i będzie czekał na wypłacenie pieniędzy od firmy ubezpieczeniowej, w której ubezpieczył dom, w którym ja mieszkam. Od kiedy pamiętam, jak byłem małym dzieckiem ,to tata ciągle siedział przy stole i ciągle liczył pieniądze. Także jak poproszę żeby mnie woził do psychologa, to jeszcze mi powie "jesteś dorosły i sam sobie radź, masz rower i możesz rowerem jeździć(10km do najbliższej poradni psychologicznej), teraz ja już nie mam obowiązku tobie pomagać, to ty powinieneś mi i matce na stare lata pomóc"... Znam te teksty na pamięć.
Albo powie mi "weź się leniu do roboty, to ci przejdzie ta cała depresja, siedzisz całymi dniami nic nie robisz, to się nudzisz i rozmyślasz i wynajdujesz głupie wymówki, typu że masz depresję". Na pomoc mojego taty nie mam co liczyć, tata mnie jeszcze dobije i wmówi mi że ja jestem winien i że to moja wina.
Albo powie mi "weź się leniu do roboty, to ci przejdzie ta cała depresja, siedzisz całymi dniami nic nie robisz, to się nudzisz i rozmyślasz i wynajdujesz głupie wymówki, typu że masz depresję". Na pomoc mojego taty nie mam co liczyć, tata mnie jeszcze dobije i wmówi mi że ja jestem winien i że to moja wina.
